Pogodna akceptacja, czyli majowa piekarnia u Amber

 W majowej Piekarni u Amber piekliśmy chleb (TARTINE BREAD) zaproponowany przez Jacka (jego blog -klik)
Robienie ciasta jest niespieszne, kilkudniowe wg mnie uczy pogodnej akceptacji „wyrastania” w swoim tempie :o) Bardzo miłe doświadczenie. Smak chleba – a szczególnie jego chrupiącej skórki – utwierdza mnie w tym przekonaniu…
Robienie ciasta, jego wyrastanie i pieczenie zajęło mi 4 dni, w oryginalnym przepisie trwa to krócej.
Zrobiłam długoterminowy zaczyn drożdżowy:
150 g mąki pszennej (typ 650) + 20 g mąki pszennej razowej (typ 1850) + 10 g świeżych drożdży + 200 ml letniej wody. Całość wymieszałam w misce i tak kilka razy w ciągu dnia energicznie mieszałam w nim drewnianą łyżką- stał w temperaturze pokojowej przykryty ściereczką. Trwało to 2 dni (u mnie czwartek, piątek). Trzeciego dnia zważyłam 350 g letniej wody i dodałam do niej 100 g mojego dwudniowego, drożdżowego zaczynu – wymieszałam. Wsypałam 250 g mąki pszennej (typ 650) i 250 g mąki pszennej razowej (typ graham 1850) – razem 500 g mąki. Odstawiłam ciasto na 40 minut. Po tym czasie dodałam dopiero łyżeczkę soli i dużą szczyptę zmielonego kminku – rozpuszczone w 1/2 szklanki ciepłej wody.
Ciasto mieszałam cały czas drewnianą łyżką aż do połączenia się składników – ciasto jest luźne, kleiste. Przyjemnie pachnie. I tez je potraktowałam niespiesznie, kilkakrotnie przemieszałam je łyżką – tłocząc powietrze. Na noc wstawiłam do lodówki.
Czwartego dnia wyjęłam je rano z lodówki , znowu mieszałam i przed południem (pustą) gęsiarkę (22 x 31 cm) wstawiłam do piekarnika nagrzewającego się do 240 st. C z termoobiegiem. Jak naczynie zrobiło się bardzo gorące – przełożyłam do niego wyrośnięte ciasto chlebowe, przykryłam pokrywką i piekłam przez 20 minut, po tym czasie zdjęłam pokrywkę i dopiekałam – nie zmniejszając temperatury – kolejne 20 minut. Studziłam na kratce. Chleb nie jest wysoki, ale ta chrupiąca skórka – poezja :o)

 
 
 
 

Zaproszenie Amber przyjęli i piekli również ten chleb:
am.art kolor i smak
Apetyt na Smaka
Codziennik kuchenny
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Kulinarna Maniusia
Leśny zakątek
Ogrody Babilonu
Pieguskowa kuchnia
Przepisy na domowy ser i chleb
Smak mojego domu
Smaki i aromaty
Stare gary
Weekendy w domu i ogrodzie
W mojej kuchni
W poszukiwaniu slowlife

 

← Poprzedni post

Następny post →

18 Comments

  1. Samodzielne pieczenie chleba to rzeczywiście parodniowa zabawa. Piekłam kiedyś chleb na zakwasie bez drożdży. Dodawałam do niego przeróżne pyszne rzeczy: orzechy, migdały, wędzoną śliwkę, co mi przyszło do głowy. Potem tylko smarowało się go masłem i kanapka gotowa. Twój wygląda smakowicie aż ślinka cieknie. Pozdrawiam 🙂

    • No ten Twój chleb to dopiero w pełni zasłużył na miano autorskiego i … spersonalizowanego :o) pozdrawiam Cię serdecznie. Ala

  2. Tiene un aspecto estupendo.
    Besos.

  3. Piękny!
    Temu chlebowi zdecydowanie służy długa celebracja. Mój wyrastał przez noc w lodówce. Warto poczuć magię.
    Pozdrowienia!

  4. śliczny bochen! pozdrawiam i dziękuję za wspólny czas 🙂

  5. Ten chleb jest wyjątkowy!
    Cieszę się, że piekłyśmy go razem 🙂
    Pozdrawiam

  6. Jak się tyle czasu poświęca na dopieszczenie ciasta, to chleb musi się odwdzięczyć! Cudny!

  7. Wygląda smakowicie, coraz częściej myślę o upieczeniu własnego chlebka.

    • Małgosiu- następna szansa na "wspólne" pieczenie chleba … niespodzianki będzie u Amber (zaproszenie na jej blogu – lub patrz zakładka u mnie po prawej stronie)na początku czerwca. Serdecznie Cie zachęcam :o)

  8. Ten chlebuś lub czas i dotyk cieplej dłoni …. odwdzięcza się cudownym smakiem:). Nasze rosły wysokie dla odmiany:) …. jak widać ile piekących tyle różnych bochenków:). Dziękuję za wspólne pieczenie:)

    • Tak, mój się trochę "rozpełzł" :o), również dziękuję za "wspólne pieczenie i odwiedziny". Pozdrawiam. Ala

  9. Chleb wygląda przepysznie, aż nabrałam ochoty, aby jutro go upiec. Własnoręcznie wyrobiony i upieczony chleb smakuje wspaniale, nawet nic nie trzeba do niego dodawać.
    A pytanie z innej beczki ten śliczny imbryczek, czy one jest z wypalanej gliny? gdzie takie cudo kupiłaś?
    Uwielbiam wszelakie czajniczki, kubeczki itp. z gliny. Nie wiem czemu, ale jakoś woda lepiej mi w nich smakuje… troszkę dziwne ,ale jednak .
    pozdrawiam serdecznie

    • Dziękuje :o). Imbryk jest gliniany, wewnątrz szkliwiony – należy do mojego syna -nie wiem gdzie był kupiony. Pozdrawiam. Ala

Dodaj komentarz