Czego nie doćwiczę to dowyglądam, czyli góralski pokrowiec na matę do ćwiczeń

Miałam taki cudny kawałek starej, wełnianej tybetki. Podszyłam go śliskim materiałem, dodałam denko i różowy sznurek typu Paracord ( na nim umocowałam zaciski – takie jak do troczków przy kurtkach). I już …. mam świetnie wyglądający, stylowy i niepowtarzalny pokrowiec na matę do jogi.
Jestem dumna z efektu  no i z tego że to naprawdę jest ręczna robota …. bo nie mam maszyny do szycia :o)

 

← Poprzedni post

Następny post →

8 Comments

  1. bez maszyny? to szacun wielki:)

  2. Ja bym wymiękła jakbym miała to ręcznie szyć. Także podziwiam:) Efekt wyszedł bardzo fajowy:)

  3. Dostałam od Siostry piękną spódnice typu pareo ( w czarno – pomarańczowe maziaje) i właśnie myślę czy nie zrobić sobie drugiego – na zmianę :o)

  4. no no no rewelacja 🙂

  5. wow pokrowiec ekstra ,ale joga jestem pod wrażeniem :),bo mnie joga bardziej przeraża niż jazda na łyżwach i wybieram to drugie 🙂

  6. Ręczna?! To tym bardziej podziwiam! Żeby tylko macie się tam za bardzo nie spodobało i zechciała Ci towarzyszyć w ćwiczeniach ;-).
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz